Biblioteczka » Łączność

"Melodia klucza i lampy" - 1937 - st. szer. Tadeusz Galiński

"Melodia klucza i lampy"
st. szer. Tad. Galiński
„Żołnierz Polski“ - Warszawa 21.01.1937r
Zachowano pisownię oryginalną

 

Prądnica!... i po chwili, w miarę rozkręcania się trybów maszyny, zaczyna płynąć do aparatury życiodajny prąd, uruchomiający lampy katodowe.

 

Przy aparaturze siedzi skupiony, pochylony nad kluczem radiotelegrafista. Wpatrzony w skalę kondensatorów, regulując ręką „tętno“ aparatury - reakcję - czuwa. Nic nie śmie „uciec“ z anteny odbiornika nie podsłuchane i nie odcyfrowane.

 

Dwie godziny dyżuru to praca ciężka i odpowiedzialna.

 

Naciskając na klucz nawiązuje radiotelegrafista poprzez bezmiar eteru łączność z drugą stacją, przy której tak jak on czuwa, z ręką na kondensatorze, jego kolega. Spośród wielu stacyj, przychodzących na antenę odbiornika, radiotelegrafista musi odebrać tylko swój sygnał, za którym czai się długi, do 100 grup dochodzący, ważny telegram. Trzeba spokojnie odbierać - krótkie, urywane dźwięki „ti ta... ta ti“ wpadają jak wicher w uszy telegrafisty, mieszając się z muzyką taneczną Paryża, odczytem z Pragi, czy Budapesztu. Trzeba bardzo wprawnego ucha, aby w tym bałaganie fal odebrać telegram, na który przecież wszyscy czekają wpatrzeni z niecierpliwością w ręce telegrafisty, kreślącego litery na blankiecie telegraficznym.

 

Długa i żmudna jest praca nad wyszkoleniem radiotelegrafisty. Przez długie miesiące zimowe musi on prócz pracy z nieodłącznym karabinem nabyć rutyny w nadawaniu i odbieraniu znaków morsego, gdyż przy ich pomocy prowadzimy korespondencję. Dobre opanowanie znaków - to pierwsze przykazanie telegrafisty oraz pierwszy warunek, potrzebny do prowadzenia korespondencji. Gdy telegrafista ma już opanowane znaki, musi posiąść jeszcze cały wagon wiadomości z radio i elektrotechniki. Dowiaduje się wtedy o niezwykle ciekawych zjawiskach, zachodzących w aparaturze, przy której ma pracować. Oto w nadajniku, dzięki lampie, spełniającej rolę generatora, wytwarzamy falę elektromagnetyczną, która posiada ciekawą własność przenikania wszystkich ciał: fala przechodzi przez mur, szkło, ziemię i drzewo (własność tę wykorzystujemy w odbiornikach z anteną pokojową w kształcie ramy).

 

To jednak nie wszytko - fala elektromagnetyczna rozchodzi się z szaloną szybkością 300 tysięcy kilometrów na sekundę w ośrodku znajdującym się wszędzie, a zwanym eterem. Fala ta promieniuje we wszystkich kierunkach z anteny naszej radiostacji. Naciskając na klucz przerywamy ją, układając w znaki morsego, lub nakładamy drugą falę głosową z mikrofonu naszego nadajnika, co nazywamy modulacją. Fala taka dąży w przestrzeń, wywołując we wszystkich napotkanych przedmiotach metalowych prąd o takich samych zmianach, jakie jej nadawaliśmy w nadajniku. Stawiając więc antenę radiostacji zakładamy jak gdyby sieć, która wyławia nam pożądaną falę. Prąd wzbudzony w antenie naszego odbiornika prostujemy - zmniejszamy ilość zmian prądu, wzmacniamy przy pomocy pewnych układów lamp katodowych i już sygnały wysyłane z anteny stacji „SP3xx“ dotarły do stacji „SP1as“, gdzie zawsze czujny telegrafista już je zapisał, odebrał idący za nimi telegram i odesłał gońcem do miejsca przeznaczenia.

 

Liczne pokrętła kondensatorów, wariome - metrów, amperomierzy, woltomierzy, obracane wprawną ręką telegrafisty, pozwalają na regulację wysyłanej fali - wpływając na jej długość, moc, a nawet kierunek. Nieograniczone jest zastosowanie lampy katodowej w czasach, w których żyjemy. Dziś przy pomocy specjalnie czułych aparatów z lampami katodowemi rejestrujemy trzaski atmosferyczne, znane nam jako plaga odbiorników. Zarejestrowane trzaski, przedstawione jako krzywe wyładowań atmosferycznych, pozwalają meteorologom na przewidywanie pogody. Aparat taki, zwany „atmoradiografem“, wynalazł dyrektor P.I.M. dr. inż. Jan Lugeon.

 

Przy pomocy wytwarzanych fal elektromagnetycznych możemy dziś dokonywać takich „cudów“, jak zapalanie światła na odległość, kierowanie okrętem i samolotem.

 

Największe jednak dziś zastosowanie zjawisk, zachodzących w lampie katodowej, to olbrzymia sieć rozrzuconych po całym globie stacyj telegraficznych, przeznaczonych do prowadzenia korespondencji oraz stacyj fonicznych.

 

Szaro-zielona dwukołówka, tak często na manewrach nazywana „kuchnią“, pędzona „ile tchu“ w koniach po szosach, z obsługą jadącą konno, to nie obywatele bez pracy, ale jedna z licznych stacyj, w jakie musi być wyposażona nowoczesna armia. Pełni ona tak samo ciężko, a często o głodzie i chłodzie swą służbę „łączności radiowej“, która wraz ze swymi kolegami „druciarzami“ wszystko wie i donosi, ułatwiając zadanie dowódcom.

 

-----------------------------------------------------------------------------

Nie możemy sobie wyobrazić dziś samolotu, okrętu czy jakiejkolwiek wyprawy bez radiostacji, przy której w dzień i w nocy czuwa telegrafista, słuchając pilnie, aby w razie usłyszenia „S.O.S.“ wołać wszystkich do niesienia pomocy. Wyciska wtedy na kluczu całą gamę wzruszeń, zaklętych w kreski i kropki - on bezimienny telegrafista stacji „S.P.I.“.

 

 

 

 

 

 

 


Opracował Tomasz Mikołajczak