Biblioteczka » Kawaleria

"Kawalerja w śniegu" - 1935 - ppłk dypl. Stefan Mossor

"Kawalerja w śniegu"

ppłk dypl. Stefan Mossor1

Przegląd Kawaleryjski 1935/11 (121) poz.2

(zachowano pisownię oryginalną)

 

Śnieg nie jest żywiołem kawalerji. Utrudnia nam wyszkolenie, zasypuje ujeżdżalnie i teren, uniemożliwia często prowadzenie codziennej lekcji z rekrutami. Kłus, a zwłaszcza galop są utrudnione, o skokach często niema wogóle mowy. Nawet walkę pieszą trudno prowadzić, bo jak tu się okopywać w śniegu, kiedy przedpiersie mozolnie usypane nie stanowi ochrony przed kulą! Jak tu wykorzystywać teren, kiedy każdy szperacz widoczny jest na parę kilometrów, a jego jazda w terenie na przełaj jest często zupełnie niemożliwa. Żadne zasady i przyzwyczajenia urobione i standaryzowane na wiosnę i w lecie nie dadzą się zastosować. Więc walczymy ze śniegiem; wysypujemy ujeżdżalnie nawozem i kładziemy główny nacisk na wyszkolenie strzeleckie i teorję, a tymczasem w każdej wolnej chwili zamieniamy konia na narty i rozkoszujemy się swobodą ruchów, jaką nam dają deski. Koń jakby stawał się w zimie mniej użyteczny, a w każdym razie jest mniej atrakcyjny.


Wyekwipowanie

O ile kampanję w lecie wygrywa się często "nogami żołnierzy", o tyle można śmiało powiedzieć, że kampanję zimową wygrywają w conajmniej pięćdziesięciu procentach kwatermistrze oddziałów. W kampanjach zimowych niema bowiem rozmachu. Zbyt zimno na to i dzień zakrótki. Niezależnie od posunięć operacyjnych lub taktycznych bierze górę przeważnie ten, kto dłużej wytrzyma, bo mróz kruszy armję szybciej i skuteczniej niż nieprzyjaciel.


Zauważyłem, że ilość odmrożeń zależy ściśle od jakości wyekwipowania. Naogół kawalerja jest tu górą. Jeden ze szwadronów naprzykład podczas kilkudniowych ćwiczeń w ostrych warunkach miał tylko jeden wypadek lekkiego odmrożenia i to z powodu zaciasnych butów. Wyekwipowanie jego uważam za wzorowe i podaję je, jako przykład | naprawdę godny naśladowania dla każdego oddziału, bez względu na rodzaj broni.


1. Czapka.
Nowa czapka zimowa (jakie oddziały ostatnio otrzymały) jest doskonała. Ciepła, lekka, chroni uszy i twarz dostatecznie przed mrozem. Jest ona przytem estetyczna, a zyskałaby może, gdyby odrzucić rogi i nadać jej formę zwykłej czapki narciarskiej. Jest ona nabytkiem naprawdę pierwszorzędnym.


2. Spodnie i bluza.
Sukienne, typu dotychczasowego, są bardzo dobre. Spodnie dla jezdnych winny być, oczywiście, obszyte skórą.


3. Buty.
Obszerne, dobrze natłuszczone. Zaopatrzenie nóg, mojem zdaniem, powinno być następujące:

  • o gołą nogę, czysto wymytą, nasmarować łojem kozłowym,

  • o następnie owinąć ją papierem pergaminowym,

  • o na papier nałożyć narciarską skarpetę z czystej wełny, wyrobu chłopów z Wileńszczyzny (po l zł. 50 gr. para),

  • o na skarpetę nawinąć drugą warstwę papieru pergamin nowego i na to wciągnąć but.

Tak zaopatrzona noga nie boi się mrozu 30 stopniowego, oczywiście pod warunkiem ruchliwego prowadzenia marszu i walki. Woźnice i kucharze otrzymać winni ponadto na buty słomianki, twardo uplecione ze słomy, zaś na płaszcze kożuchy wartownicze. Konieczne jest wprowadzenie podwójnych przyszew do butów, ponieważ nawet nowe buty żołnierskie mimo częstego smarowania tranem przemakają. Szczególnie unikać trzeba zaciasnych butów. Są one wogóle nieznośne, w zimie zwłaszcza jest to bardzo niebezpieczne, bo, jak wyżej wspomniałem, jedyny wypadek odmrożenia w szwadronie został właśnie spowodowany przez ciasne buty.


4. Bielizna.
Ciepła zimowa. Na taką koszulę nakłada się zwykły kaftan flanelowy (dziany) z rękawami.


5. Płaszcz.
Sukienny, kawaleryjski. Byłoby praktyczne powszywać na zimę w rękawy płótno ściągnięte gumą około kiści, co doskonale chroni przed "wianiem w rękawy" i wzmaga ciepło całego ciała. Kożuszek kawaleryjski uważam stanowczo za niepraktyczny, bo nogi, biodra i podbrzusze wystawia na działanie mroźnego wiatru. Jeżeli się zaś włoży na taki kożuszek płaszcz, to żołnierz jest tak grubo wypchany, że nie może się wdrapać na konia, a w marszu pieszym jest niezgrabny i po kilkuset krokach mokry od potu.


6. Pod płaszczem
t. j. między bluzą, a płaszczem nakłada żołnierz lekką kamizelkę futrzaną o bardzo krótkim włosie, bez rękawów, sięgającą tylko do pasa i zawiązywaną z przodu na kilka par tasiemek. Kamizelka ta jest lekka, nie krępuje ruchów, a mimo to ciepła; w razie odwilży daje się łatwo schować do juczek, względnie do plecaka (piechota). Przy powyższem wyekwipowaniu dowódca może łatwo regulować ciepłotę ubrania szeregowych, każąc na dany dzień zdjąć lub włożyć kaftan, kamizelkę, lub jedno i drugie.


7. Wełniany szalik.
Płaszcze powinny być pod szyją dość głęboko wycięte, inaczej tamują swobodę ruchów głowy i drapią boleśnie szyję szorstkim włosem. Wycięcie to powinno być zneutralizowane wełnianym szalikiem, tanim, niezbyt szerokim, który powinien owijać szyję i być skrzyżowanym na piersiach.


8. Rękawice.
Niezmiernie ważnym szczegółem umundurowania zimowego są rękawice. Ręce trzymają wodze lub broń i marzną najprędzej, a zimno w ręce powoduje marznięcie całego ciała i obniża gwałtownie nastrój oddziału. Żadne "zabijanie" na długo nie pomoże, bo raz zmarznięte ręce marzną cały dzień. Rękawice zimowe, w które był zaopatrzony wspomniany szwadron, są rzeczywiście doskonałym pomysłem. W ciągu 20 lat służby wojskowej i zajmowania się sportami zimowemi, po raz pierwszy trafiłem na rękawice rzeczywiście idealne. Dość powiedzieć, że przy 27 stopniowym mrozie, nikt rąk nie zabijał i nikt nie zmarzł w ręce, pomimo trzymania 4 zimnych rzemieni. Przy normalnym mrozie ręka siedzi w tej rękawicy jak w piecu.

 

Zamówił je kwatermistrz pułku na Wileńszczyźnie, gdzie chłopi wyrabiają takie rękawice na wielką skalę. Są one zrobione na wzór rękawic narciarskich, ale z czystej wełny owczej, czesanej w domu; gotowe już rękawice idą do tak zwanego "folusza", gdzie są na gorąco i na mokro "zbijane", w ten sposób, jak się zbija grube sukno góralskie lub chłopskie (na sukmany).

 

Nakoniec rękawica taka zostaje obszyta aż po kiść (każdy palec oczywiście pozostaje osobno) zwykłem szarem grubem płótnem, używanem na chłopską bieliznę i na ścierki. W ten sposób zrobiona rękawica nie przepuszcza wiatru i świetnie trzyma ciepło, zaś niszczy się bardzo powoli, bo płótno chroni ją od "skudłaczenia" i wytarcia.


W razie przemoczenia trzeba ją tylko dobrze na obie strony wysuszyć i służy doskonale dalej. Na wiosnę wystarczy zdjąć obszycie, wyprać i obszyć na nowo.Przekonałem się osobiście i wszyscy oficerowie obcych oddziałów podzielali moje zdanie, że wyżej opisany ekwipunek jest rzeczywiście bardzo dobry, chroni znakomicie całe ciało przed mrozem i, co zatem idzie, utrzymuje oddział w doskonałym nastroju moralnym.

 

Zakwaterowanie

W lecie wystarczy w razie potrzeby biwak, a w byle jakiej wsi można zmieścić dużo kawalerji. W zimie, przy potężnym mrozie, nie można koni zostawić na mrozie, nie wystarczy nawet dach nad głową, bo ściany stajni czy stodółki muszą być szczelne. Kawalerja jest więc zmuszona kwaterować dość szeroko i dowódca, który nią dysponuje, o tem pamiętać.

 

 

Szybkość poruszeń

Kawalerja i artylerja konna dają sobie dość dobrze radę z suchym śniegiem (gorzej jest z roztopami, ale te i dla walki piechoty są najuciążliwsze). W marszu podróżnym oddział mieszany kawalerji z artylerja uzyskuje bez wielkiego wysiłku szybkość 5 - 6 km na godzinę. W lekkiej styczności z nieprzyjacielem odchodzącym, lub w luce słabo osłoniętej, szybkość ta bardzo mało maleje.


Gorzej jest jednak z taborami, a zwłaszcza z kolumną amunicyjną. Szybkość ich nie przekraczała nigdy 2-3 km na godzinę, a spada czasem do jednego kilometra, przyczem podoficerowie żywnościowi i woźnice muszą się zdobywać na niebywałą zaciekłość w walce ze śniegiem, ażeby dotrzeć na czas do oddziałów.


Marsz podróżny

Technika prowadzenia marszu podróżnego w śniegu jest prosta: Dowódca oddziału jezdnego nie powinien ani na chwilę zapomnieć o tem, że 5 minut bezruchu jeźdźca może spowodować ciężkie odmrożenia.


Szczególnie groźne są marsze pod wieczór, kiedy mróz gwałtownie potężnieje a ludzie są zmęczeni. Krajobraz nabiera sinawej barwy, śnieg głośno chrzęści, z koni podnosi się kłębami para - ale nie ma się właściwie uczucia zimna, zwłaszcza jeżeli brak wiatru. Mróz skrada się jednak niepostrzeżenie w każdą szczelinkę munduru i wypala natychmiast na ciele swoje niegojące się piętno. Trwalsze zetkniecie się szyji z haftką od płaszcza wystarcza, ażeby nazajutrz powstała w tem miejscu piekąca spuchlizna. Palce od nóg, pozostawione na chwilę samym sobie, niepostrzeżenie drętwieją i trudno je potem rozruszać, a trzeba to koniecznie robić, bo można się z nimi rozstać na zawsze.


Jak w takich warunkach prowadzić marsz? Najlepiej przeplatać kłus z marszem w ręku. Szybkość jest wówczas dość duża i ludzie nie marzną, zaś konie najmniej się męczą. Jeżeli z powodu głębokiego śniegu marsz w ręku jest zbyt męczący, ażeby go tak często stosować, wówczas trzeba przynajmniej podawać w stępie co chwilę komendy: "Wypuścić strzemiona" - "zabić ręce" - "krążyć stopami" - "poruszać palcami od nóg" i t. d.


Dowódca nie powinien ani na moment zapomnieć, że buty szeregowych są mniej pierwszorzędne niż jego, i że młody chłopak z właściwą dla swojego wieku lekkomyślnością nie wysila zbytnio swojego umysłu, ażeby zachować zdrowie.
Mrozu zresztą nie czuje.


Kwaterunkowi i tabory muszą być wysłani bardzo wcześnie, ażeby mieli dość czasu przygotować wygodne warunki odpoczynku.

 

Zaopatrzenie

Najcięższym szkopułem do przezwyciężenia dla dowódców wszystkich oddziałów walczących w śniegu jest kwestja zaopatrzenia. Ruch obładowanych taborów napotyka na niebywałe trudności, których pokonanie wymaga wielkiej energji i siły woli. Szczególnie dotyczy to taborów kawalerji, która idzie bądź co bądź dość szybko naprzód i za którą trudno nadążyć, bo różnica szybkości jest zbyt wielka. Kawalerja maszeruje z szybkością 5 - 6 km na godzinę, tabory nieupłozione wyciągają najwyżej 2 - 3.


Mimo tych trudności zaopatrzenie oddziału funkcjonować może naogół sprawnie, z góry trzeba jednak zaznaczyć, że zawdzięczać to należy krótkiemu trwaniu ćwiczenia w warunkach pokojowych. Poszczególne sekcje żywnościowe oddziału zrobią 40 i 50 km w ciągu dnia, lecz takie wysiłki są możliwe w ciągu kilku dni, natomiast nie są do pomyślenia na całą kampanję zimową.


Widzę następujące środki ułatwiające prawidłowe zaopatrzenie kawalerji w zimie.


1.Rozkład posiłków.
Posiłki muszą być w czasie marszów zmodyfikowane, jak następuje:
Ludzie:

  • Rano przed wymarszem gorąca, gęsta zupa (przewidziana na kolację), do manierek kawa, do juczek kawałek wędzonki w pergaminowym papierze.

  • W czasie marszu i walki około. południa każdy żołnierz indywidualnie zjada chleb z wędzonką i wypija kawę.

  • Wieczorem, po dołączeniu I rzutu taboru bojowego, obfity obiad. Konie:

  • Rano przed wymarszem normalna racja obroku.

  • Dawkę południową zabiera się do owsiaków i wydaje w czasie odpoczynku.

  • Dawka wieczorna wydawana jest również z owsiaków po przybyciu na kwatery.

  • Po obu stronach siodła winny być przytroczone siatki z dobrze skręconem sianem (po 2 kg. z każdej strony). Sianem tem powinno się karmić przy każdej sposobności.

2. Owies

Jeżeli chodzi o normę owsa i siana, to jestem stanowczo zdania, że koń wierzchowy pracujący na mrozie i w śniegu nie może otrzymywać mniej niż 6 kg. owsa i 4-5 kg. siana dziennie, zaś koń taborowy i artyleryjski powinien ponadto otrzymać dodatek l-2 kg. owsa dziennie.
 

Pielęgnacja koni

Konie naogół wytrzymują dobrze mróz i nie wymagają specjalnych środków ochronnych. Niemniej mróz ten zabiera im dużo energji cieplnej i wymaga jej uzupełnienia w postaci zwiększonej racji owsa. Celem zaoszczędzenia tej energji powinno się szczególnie starannie dobierać kwatery i dopilnować zaopatrzenia słomą wszystkich dziur w ścianach. Pojenie jest kwestją mniej ważną niż w lecie. Konie piją stosunkowo mało i można śmiało zaryzykować niepodawania im lodowatej wody w ciągu dnia, a za to po przyjściu na kwatery napoić je do syta wodą postawioną na pewien czas w izbie chłopskiej dla ogrzania.


Wielkiem zmartwieniem marszu w głębokim śniegu są ustawiczne zatraty hacelami. Kto wie, czy nie opłaciłoby się uszyć specjalnych ochraniaczy skórzanych na koronki i pęciny. Bardzo duży procent koni kaleczy się bowiem w ten sposób, a najmniejsze ranki źle się goją na mrozie.


Wykręcanie zupełne haceli jest niebezpieczne, bo zdmuchany z pod śniegu kawałek tafli lodowej może spowodować upadek konia i złamanie nogi lub zbicie stawu biodrowego.



* * *



Powinniśmy dużo uwagi poświęcić działaniom zimowym. Jak wyżej wspomniałem, niema w nich rozmachu, niema w nich szybkich rozstrzygnięć galopującej kawalerji. Życie zimowe w polu składa się z wiecznej troski o detale, o szczegóły wyżywienia i wyekwipowania, z uporczywej walki z mrozem i jego skutkami. Jestto mało efektowna, ale niemniej wielka próba charakterów i wytrwałości. Bo, o ile wielkie zwycięstwa w tych warunkach są trudne do uzyskania, o tyle każdy oddział może łatwo ulec zdziesiątkowaniu, a spowoduje to najczęściej mróz.

 

Nie trzeba zapominać, że zadał on pod Moskwą bezprzykładną klęskę największemu genjuszowi wojennemu wszystkich czasów. Trzeba więc, ażebyśmy byli gotowi do stawienia mu czoła.

 

Opracował: Piotr Skupień (GRH G.O. Śląsk)


1 ppłk dypl. Stefan Mossor - (ur. 23 października 1896 w Krakowie, zm. 22 września 1957 w Warszawie) – polski dowódca wojskowy, generał dywizji Wojska Polskiego, teoretyk sztuki wojennej, twórca jednego z planów wojny obronnej Polski z Niemcami, zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (1946–1949). Więcej na Wikipedii.

 


Warning: Unknown: write failed: No space left on device (28) in Unknown on line 0

Warning: Unknown: Failed to write session data (files). Please verify that the current setting of session.save_path is correct () in Unknown on line 0